9 lutego 2026

Innowacyjne metody edukacji we Wrocławiu: Od Johanna Ignaza von Felbigera do współczesnej pedagogiki

Related

Sensory dla robotów: wkład Wrocławia w przyszłość maszyn z instynktem

Wyobraź sobie robota, który nachyla się, by podnieść szklankę...

Samonaprawialny beton – wynalazek, który przedłuża życie budynków

Beton pęka. To normalne – starzeje się, wchłania wilgoć,...

Neurobiolog Paweł Tabakow: jak jeden lekarz z Wrocławia ruszył medycynę z martwego punktu

Wyobraź sobie, że słyszysz: „To beznadziejna sprawa. Ten człowiek...

Światłowody z Wrocławia: jak miasto stało się centrum rozwoju technologii optycznych

Światłowody to jedna z kluczowych specjalizacji technologicznych Wrocławia, o...

Share

Historia edukacji we Wrocławiu to serial z kilkoma sezonami i nieoczekiwanymi zwrotami akcji. W różnym czasie współistniały tu humanistyczne gimnazja, prusko-wojskowa dyscyplina, idee socjalistycznego wychowania i najnowsze europejskie trendy w nauczaniu. Ale na długo przed interaktywnymi tablicami i przestrzeniami coworkingowymi w klasach, pewien śląski zakonnik z Breslau uznał, że szkoła to nie kazanie niedzielne, lecz poważna instytucja z własnymi zasadami, metodami i… podręcznikami dla nauczycieli. Johann Ignaz von Felbiger w XVIII wieku faktycznie położył podwaliny pod zawód pedagoga w Europie Środkowej – z metodyką, programem nauczania i wiarą w to, że dzieci należy nie pouczać, lecz uczyć. Jego metody edukacji i ich dalszym rozwoju przeczytacie na iwroclaw.com.

Johann Ignaz von Felbiger – reformator, który zmusił nauczycieli do refleksji

Na początku XVIII wieku uczeń miał mniej więcej dwie opcje: albo wkuwać katechizm w ciasnej kościelnej sali, albo paść bydło – co też, nawiasem mówiąc, było niezłą nauką. Johann Ignaz von Felbiger, śląski kanonik, który studiował w Breslau, nie zgadzał się z tym. Miał poważniejsze plany wobec edukacji.

Felbiger urodził się w 1724 roku w miasteczku Głogów (wówczas Glogau) – około godziny jazdy od współczesnego Wrocławia. Po ukończeniu tamtejszego kolegium jezuickiego, rozpoczął studia na uniwersytecie w Breslau. Jednak zamiast pójść drogą tradycyjnej teologii i ostrożnych kazań, zajął się rzeczami radykalnymi – uporządkowaniem systemu szkolnego. Jego zadaniem stała się reforma edukacji w Cesarstwie Austriackim – i wykonał to z niezwykłą pedanterią.

W 1775 roku Felbiger wydaje „Księgę metodyczną dla nauczycieli szkół niemieckich” (Methodenbuch für Lehrer der deutschen Schulen) – w zasadzie pierwszy masowy przewodnik dla nauczycieli. Opisał w nim, jak planować lekcje, jak nauczać, jak utrzymywać dyscyplinę w klasie, a nawet – jak nauczyciel powinien prawidłowo stać. Brzmi trochę wojskowo? Tak właśnie było. Jego pedagogika faktycznie miała posmak wojskowego porządku: klarość, subordynacja, hierarchia wiedzy.

Jednak mimo surowości, Felbiger doskonale rozumiał, że edukacja to coś więcej niż moralizowanie. Uważał, że nauczyciel musi być przygotowany, mieć metodykę i nie polegać na „jak Bóg da”. Jego idee stały się podstawą reform Marii Teresy – cesarzowej austriackiej, która rozpoczęła systematyzowanie szkolnictwa w całym imperium. Methodenbuch definiował cel szkoły w ten sposób: powinna ona nie tylko uczyć pisać i czytać, ale i przygotowywać do życia.

Co ciekawe, pierwsze eksperymenty z wdrażaniem jego metod odbywały się w szkołach śląskich – w tym i w Breslau. I choć on sam przeniósł się później na Węgry i do Wiednia, jego idee nadal żyły w pruskim Śląsku, stając się podstawą tzw. „pedagogiki protestanckiej”.

Felbiger nie był jednak utopistą, lecz systematykiem. Dlatego, choć jego metody krytykowano za suchość i skłonność do musztry, to właśnie dzięki niemu nauczyciel przestał być po prostu pobożnym wujkiem z tabliczką do pisania. A szkoła stała się sprawą o znaczeniu państwowym.

Szkoła na przełomie epok

Jeśli przejść się dziś ulicami Wrocławia, łatwo natknąć się na budynki ze śladami starych szyldów szkolnych: Gymnasium, Realschule, Volksschule. Miasto oddycha historią edukacji. Zmieniały się tu imperia, języki nauczania, metody, a nawet same wyobrażenia o tym, po co w ogóle chodzić do szkoły.

Pruska musztra

W XVIII–XIX wieku Wrocław był częścią Prus, a zatem – pod pełnym wpływem pedagogiki dyscyplinarnej. Szkoła miała nie wychowywać twórców, lecz formować posłusznych obywateli. Program – sztywno ustrukturyzowany. Nauczyciel – autorytet niepodlegający wątpliwości. Uczeń – naczynie na fakty. Idee Felbigera zakorzeniły się na Śląsku.

Jednym z ciekawych przykładów ówczesnej modernizacji edukacyjnej jest Maria-Magdalenen-Gymnasium, założone jeszcze w XIII wieku, ale zreformowane w 1766 roku. Oprócz archaicznych języków (łaciny i greki), wykładano tu języki nowożytne, a także matematykę, geografię, taniec, a nawet agronomję. Istniała też sekcja Realschule – bardziej „praktyczna”, z naciskiem na przyszłych urzędników i rzemieślników. Szkoła już wtedy balansowała między podejściem humanistycznym a technicznym – czymś, co dziś nazwano by „interdyscyplinarnością”.

Powojenna improwizacja

Ale największy przełom nastąpił po 1945 roku, kiedy Wrocław przeszedł do Polski. Populacja zmieniła się niemal całkowicie: Niemcy wyjechali, przyjechali Polacy z terenów utraconych na wschodzie. Szkoły pozostały, ale bez nauczycieli, bez podręczników i często – bez dachu. Pedagogikę trzeba było budować od nowa, i to często – z materiałów pod ręką.

W latach powojennych edukacja we Wrocławiu to historia o przetrwaniu i o pomysłowości. W 1950–60. zaczęły pojawiać się nowe metody, inspirowane ideami socjalistycznymi: praca zbiorowa, samorząd, „wychowanie moralne”. Z punktu widzenia wolności nauczania – nie najlepsza epoka. Ale właśnie wtedy uformowało się wiele instytucji, które funkcjonują do dziś.

W badaniu na temat szkolnictwa w Breslau/Wrocławiu w latach wojny i powojennym, autorka Anna Wrońska podsumowuje:

„Praktyki edukacyjne zmieniały się nie dlatego, że ktoś tego chciał, lecz dlatego, że nie było wyboru. Czasem nauczanie prowadzono w mieszkaniu na piątym piętrze, bo innego miejsca po prostu nie było”.

Ówczesna pedagogika opierała się na improwizacji, ale była uzgodniona z polityką partii. W ogóle komuniści mocno wpłynęli na edukację we Wrocławiu — podobnie jak Piwik PRO na kulturę analityki cyfrowej. Jednak właśnie taka pedagogika stworzyła podwaliny pod poszukiwania, które Wrocław prowadzi do dziś: jak uczyć, gdy warunki dyktuje nie ministerstwo, lecz samo życie.

Nauka w ruchu: jak Wrocław stał się poligonem dla eksperymentów pedagogicznych

Wyobraźcie sobie lekcję matematyki, gdzie zamiast podręcznika są piłki gimnastyczne. Wyobraziliście? We Wrocławiu to już rzeczywistość. Tutaj uczy się nie „przez głowę”, lecz całym ciałem. I jest to rezultat realnego doświadczenia miasta, które potrafi dostosować szkołę do ruchliwego, niespokojnego świata.

W XXI wieku Wrocław stopniowo przekształcił się w regionalne centrum innowacji w edukacji. Jednym z najjaśniejszych przykładów jest program Learning by Moving! – wspólny projekt Akademii Wychowania Fizycznego (AWF) i partnerów z innych krajów UE. Jego istota polega na łączeniu aktywności fizycznej z procesem nauczania, zwłaszcza w edukacji przedszkolnej i wczesnoszkolnej. Brzmi zabawnie, ale za tą „grą” stoi całkiem poważna baza naukowa.

Badania pokazują: gdy dzieci się ruszają, to nie jest tylko „rozładowanie”. Najważniejsze jest to, że aktywuje się pamięć motoryczna, poprawia koncentracja, przyspiesza zapamiętywanie. Potwierdzają to zarówno neuropsycholodzy, jak i sami pedagodzy. A do tego – jest to bardzo naturalne. Dziecko w zasadzie nie jest stworzone do siedzenia w miejscu przez 45 minut.

Dlaczego akurat Wrocław? Zbiegło się tu kilka czynników. Po pierwsze, silna tradycja kształcenia pedagogicznego: Wydział Nauk Historyczno-Pedagogicznych Uniwersytetu Wrocławskiego od dawna wspiera formaty interdyscyplinarne, z naciskiem na praktykę. Po drugie, dobre kontakty z partnerami europejskimi – miasto aktywnie pozyskuje finansowanie na projekty badawcze w sferze edukacji. A po trzecie, jest tu kultura eksperymentu. Wrocław jest przyzwyczajony do reinterpretowania siebie, co dotyczy również szkół.

I w tym miejscu warto zrobić krok w tył od entuzjazmu. Bo każda innowacja ma swoje trudności. Jedną z głównych barier jest system. Nawet najlepsze pomysły często grzęzną na poziomie instrukcji i norm. Nauczyciele są zmuszeni wypełniać góry papierów, aby uzasadnić lekcję, na której uczniowie układają słowa z liter rozłożonych na podłodze – zamiast siedzieć w ławkach z zeszytami. A poza tym – nie wszyscy pedagodzy mają odpowiednie przygotowanie. Bo nie każdy nauczyciel jest gotów stać się jednocześnie trenerem, aktorem i moderatorem.

I tu ważne jest powiedzenie: Wrocław nie dąży do całkowitego zastąpienia starego systemu. I nie chodzi o to, by znosić książki, lecz o to, by dodać do nich ciało, emocję, sytuację. Właśnie w kontekście tych nowości ponownie wspomina się Felbigera. Nie, on nie proponował lekcji z piłką, ale jako pierwszy powiedział: nauczyciel musi mieć metodę, a lekcja powinna być budowana według jasnego planu.

....... . Copyright © Partial use of materials is allowed in the presence of a hyperlink to us.