9 lutego 2026

Robert Maćkowiak: „400m to nie walka z rywalami, ale walka z samym sobą”

Related

Sensory dla robotów: wkład Wrocławia w przyszłość maszyn z instynktem

Wyobraź sobie robota, który nachyla się, by podnieść szklankę...

Samonaprawialny beton – wynalazek, który przedłuża życie budynków

Beton pęka. To normalne – starzeje się, wchłania wilgoć,...

Neurobiolog Paweł Tabakow: jak jeden lekarz z Wrocławia ruszył medycynę z martwego punktu

Wyobraź sobie, że słyszysz: „To beznadziejna sprawa. Ten człowiek...

Światłowody z Wrocławia: jak miasto stało się centrum rozwoju technologii optycznych

Światłowody to jedna z kluczowych specjalizacji technologicznych Wrocławia, o...

Share

Robert Maćkowiak to polski sprinter, wielokrotny zwycięzca mistrzostw świata i Europy. W wieku 15 lat został wicemistrzem Polski wśród młodzików w skoku w dal. Później Robert zainteresował się sprintem. Dopiero w wieku 21 lat przebiegł swoje pierwsze 400 metrów. Wynik 47,40 sekundy był bardzo obiecujący dla przyszłej kariery biegacza, pisze iwroclaw.com.

Na początku

Na kilka lat przed swoimi 21. urodzinami Maćkowiak osiągał już dobre wyniki w biegu na 400 metrów. Widać to było również w corocznych testach przed rozpoczęciem sezonu. Polski Związek Lekkiej Atletyki zdecydował, że Maciek zostanie zawodowym sprinterem, gdy skończy 23 lata.

Wspólnie z trenerem zdecydowali, że młody zawodnik będzie trenował 400m. Po treningu Robert pojechał na Mistrzostwa Polski do Spały. Pierwszego dnia zawodów odbyły się biegi eliminacyjne, a następnego finały. W biegu na 400m najlepszy czas uzyskał Maćkowiak.

Trener ostatecznie przekonał zawodnika do spróbowania swoich sił w biegu eliminacyjnym na 200m. Tym samym Robert dotarł do finału z najlepszym czasem w tej kategorii. W finale sprinter wygrał oba wyścigi. Maćkowiak stał się jedynym sportowcem w historii, który zdobył dwa złote medale w tak trudnych zawodach tego samego dnia.

Po mistrzostwach sprinter wrócił do swojej drużyny, Śląska Wrocław, by kontynuować treningi w biegu na 400 metrów. Jego najlepszy czas w wieku 24 lat wynosił 46,50 sekundy.

Międzynarodową karierę Maćkowiak rozpoczął w 1989 roku. Zdobył wówczas złoty medal w sztafecie. Później był liderem drużyny narodowej w biegu na 400 metrów. Jego trenerem był Józef Lisowski. W przeciwieństwie do swoich kolegów odnosił znaczące sukcesy w zawodach indywidualnych.

Lista nagród Roberta obejmuje wicemistrzostwo Europy z 1998 roku i tytuł finalisty Igrzysk Olimpijskich z 2000 roku. Dwukrotnie zdobył również brąz na Halowych Mistrzostwach Europy w 1998 i 2002 roku. Maćkowiak prowadził sztafetę i zdobył złoto na Mistrzostwach Świata w Sewilli z czasem 2:58.91 min. Wcześniej zdobył srebro na Mistrzostwach Europy w Budapeszcie i brąz na Mistrzostwach Świata w Atenach w 1997 roku.

Jednym z najważniejszych zwycięstw Roberta Maćkowiaka było zwycięstwo w sztafecie 4 x 400 m na Halowych Mistrzostwach Świata 2001 i Mistrzostwach Europy 2002. Na Mistrzostwach Świata drużyna prowadzona przez Roberta zajęła drugie miejsce, ale ustanowiła rekord Europy 3:03,1 minuty. Rekord ten utrzymał się do 2015 roku.

Zdarzenie, które zmieniło życie

W 2000 roku Maćkowiak startował na Igrzyskach Olimpijskich w Sydney. Wziął udział w biegu na 400 metrów i sztafecie. Chociaż Polacy byli faworytami do zdobycia medalu, upadek Roberta przyćmił ewentualne zwycięstwo. Krążyły plotki, że na starcie sprinter potknął się o blok, który organizatorzy zostawili na bieżni. Jednakże Maćkowiak ma inną wersję.

Prawda jest taka, że tor był czysty. Regulamin sztafety na 400 metrów mówi, że wokół 1. i 8. okrążenia jest 1,5-metrowa strefa bezpieczeństwa. Nic nie powinno się w niej znajdować. W zawodach takich jak te, 99% odpowiedzialności za przekazanie sztafety spoczywa na odbierającym. Biegacz trzyma pałeczkę ostatkiem sił, w tym samym czasie drugi uczestnik uważnie śledzi „transfer”, aż poczuje przedmiot w dłoni.

Ósmy tor jest wyjątkowy, ponieważ jest wypoziomowany pod pewnym kątem. Kiedy Robert przejął pałeczkę i odwrócił się, okazało się, że stoi na linii mety. Gdyby nie było tego pudła obok toru, Maćkowiak wziąłby pałeczkę, zrobił krok w bok i pobiegł dalej. W ten sposób sprinter nikomu by nie przeszkadzał.

Jednak kiedy Robert odwrócił się i próbował zrobić pierwszy krok, jego stopa była już na pudle. Według jego słów, zrobił „tygrysa”. Gdyby się nie przewrócił, pobiegłby w około 44 sekundy. Właśnie do takiego biegu zawodnik trenował. Pomimo upadku, Maćkowiak zdołał ukończyć bieg w 46 sekund i przekazał pałeczkę szybciej niż Australijczyk.

Problemy lekkoatletyki

Dziś Robert Maćkowiak zajmuje się trenerstwem. Współpracuje ze stacją paliw w Poznaniu, a także z Olimpią. Ponadto były sprinter trenuje dwie drużyny piłkarskie – prowadzi z nimi treningi motoryczne.

Robert uważa, że w lekkoatletyce jest niewielka grupa zawodników, którzy wyróżniają się na Mistrzostwach Świata i Europy. Zalicza do niej: M. Lewandowskiego, P. Małachowskiego, T. Majewskiego, A. Włodarczyka, M. Pyrka, A. Rogowską. Najgorsze jest to, że ci zawodnicy nie mają przyzwoitego „tyłu”. Gdy odejdą na emeryturę, może się okazać, że nie ma nikogo, kto mógłby ich zastąpić.

We współczesnym polskim sporcie dużą wagę przywiązuje się do drużyn juniorskich. To bardzo wartościowi zawodnicy w klubach. Przygotowując się do mistrzostw Polski i innych zawodów, zawodnicy zdobywają punkty, za które klub otrzymuje pieniądze. W przypadku seniorów organizacja nie otrzymuje nic. Dlatego młodzi zawodnicy w wieku 22-23 lat, którzy chcą poświęcić się sportowi, mają ciężkie życie.

Jeśli są zmuszeni do angażowania się w działalność zawodową, mają tendencję do zapominania o dobrych wynikach. Kiedy jesteś sportowcem 24/7, twój sukces zależy od jakości snu, jedzenia, picia, zdolności do regeneracji itp. 

Obecnie duże miasta przeżywają swego rodzaju kryzys. Dzieci nie garną się do lekkoatletyki. Według Maćkowiaka często słyszy od młodych ludzi, że nie chcą biegać jak głupki. Ponadto sukces w lekkoatletyce nie równa się zysk, jak to ma miejsce w piłce nożnej. Nikt też nie odwołał fascynacji komputerami. Współcześni rodzice cieszą się, gdy ich dziecko nie sprawia niepotrzebnych problemów.

Pan Robert podkreśla jednak, że krewni powinni pamiętać, że istnieją inne sposoby spędzania czasu. Ważna jest także rola nauczycieli wychowania fizycznego w szkołach. Ci nauczyciele, którzy kochają swoją pracę, na pewno dostrzegą talent w uczniu i przekażą go odpowiednim trenerom. 

Gwiazda sprintu obawia się, że w przyszłości taki brak zainteresowania wśród młodzieży może doprowadzić do kryzysu wśród starszych sportowców. Dlatego trzeba jak najbardziej rozbudowywać bazę najmłodszych sportowców.

Maćkowiak cieszy się również, że obecna drużyna trenowana przez Lisowskiego jest wystarczająco silna. To jednak nie to samo, co Robert i jego koledzy. W porównaniu do Maćkowiaka, T. Czubaka i P. Rysiukiewicza, młodym mężczyznom brakuje zdrowia. Kiedyś biegacze wychowywali się inaczej, bez komputera. Po szkole plecak szedł na bok, a Robert cały wolny czas poświęcał bieganiu.

Zdrowie

W wieku 30 lat Robert Maćkowiak był bardzo blisko indywidualnego medalu Mistrzostw Świata w biegu na 400 metrów. Był rok 2001, Edmonton. W pierwszej rundzie jego czas wyniósł 45,27 sekundy. Według Roberta, jeszcze nigdy nie rozpoczął turnieju tak dobrze. W półfinale pobiegł 44,84 sekundy i gdyby utrzymał ten sam rytm do końca, ustanowiłby rekord Polski, lecz zabrakło mu 0,22 sekundy.

Poprzedni sezon olimpijski również pokazał, że Maćkowiak jest znakomitym biegaczem turniejowym, a jego wyniki są coraz lepsze. Finałowa trzecia runda zainspirowała zawodnika do rekordowych osiągnięć. Wykonał niezbędną rozgrzewkę.

Po swoim najszybszym biegu Robert zatrzymał się w pobliżu dziennikarzy i próbował złapać oddech. Jego adrenalina sięgała zenitu, spychając zmęczenie na dalszy plan. Jednak w tym momencie sprinter poczuł, że coś jest nie tak. Cofnął się, aby trochę zregenerować siły, ale to nie pomogło.

Później poczuł nieprzyjemny ucisk w ścięgnie Achillesa. Musiał zrezygnować ze wszystkiego, ponieważ ścięgno było dwa razy grubsze od drugiego. Badanie rezonansem magnetycznym wykazało naderwanie mięśnia. To efekt półfinału. 

Po wyleczeniu kontuzji prawie nie bolało. Jednak w 2003 roku Robert Maćkowiak trafił na stół operacyjny z lewą nogą.

....... . Copyright © Partial use of materials is allowed in the presence of a hyperlink to us.