9 lutego 2026

Epidemie w historii Wrocławia. Ospa prawdziwa, czyli „czarna dama”

Related

Sensory dla robotów: wkład Wrocławia w przyszłość maszyn z instynktem

Wyobraź sobie robota, który nachyla się, by podnieść szklankę...

Samonaprawialny beton – wynalazek, który przedłuża życie budynków

Beton pęka. To normalne – starzeje się, wchłania wilgoć,...

Neurobiolog Paweł Tabakow: jak jeden lekarz z Wrocławia ruszył medycynę z martwego punktu

Wyobraź sobie, że słyszysz: „To beznadziejna sprawa. Ten człowiek...

Światłowody z Wrocławia: jak miasto stało się centrum rozwoju technologii optycznych

Światłowody to jedna z kluczowych specjalizacji technologicznych Wrocławia, o...

Share

W 1963 roku życie mieszkańców Wrocławia uległo zmianie. Zakazano sprzedaży pieczywa w sklepach samoobsługowych. Baseny były zamknięte dla publiczności, mimo upałów. W instytucjach publicznych klamki owijano bandażami ze środkiem dezynfekującym. W całym mieście wisiały tabliczki z napisem „Pozdrowienia bez podawania ręki”. Tak rozpoczęła się epidemia ospy we Wrocławiu, podaje strona iwroclaw.com.

Czym jest ta choroba?

Ospa prawdziwa jest uważana za jedną z najbardziej śmiertelnych chorób zakaźnych. W przypadku ospy krwotocznej śmiertelność może sięgać nawet 100%. Nieprzewidywalne rzadkie powikłania również zwiększają częstotliwość zgonów.

Ospa prawdziwa jest przenoszona przez kontakt z osobą zakażoną lub jej rzeczami. Przenoszona jest również drogą kropelkową. Jednak osoby, które pokonały chorobę, mają bardzo silną odporność na ponowne zakażenie.

Od VI do XX wieku choroba ta pozbawiła życia miliard ludzi. Do 1978 r. wiadomo było, że ospa prawdziwa została wyeliminowana na całym świecie. Jednak w 1978 roku w Wielkiej Brytanii doszło do nieprzewidzianej sytuacji.

Nagle zachorowała Janet Parker. Kobieta wykonywała zdjęcia próbek badanej ospy. Aby uniknąć ponownego wybuchu epidemii, postanowiono zaszczepić 500 osób, z którymi Parker mogła mieć kontakt. W ten sposób fotograf medyczny stała się ostatnią ofiarą niebezpiecznej choroby na Ziemi. W 1980 roku WHO ogłosiła, że epidemia ospy prawdziwej na świecie została pokonana.

W powszechnej postaci początkowi choroby towarzyszą bóle ciała i gorączka do 40 stopni. To trwa do 5 dni. Następnie temperatura spada do 37 stopni i pojawia się wysypka. Początkowo wygląda jak okrągłe różowe plamki, które zamieniają się w grudki. Tworzą pęcherzyki ( vesicles) z mętną zawartością. Wysypki na błonach śluzowych wyglądają tak samo.

Po dwóch dniach zawartość zamienia się w gnój, a temperatura ponownie wzrasta do 40 stopni. Może to trwać do 15 dni. Pęcherze pękają, pokrywając zdrową skórę gnojem, co powoduje pieczenie i swędzenie. Ten nieznośny stan może prowadzić do braku apetytu i snu, a uszkodzenie układu sercowo-naczyniowego może prowadzić do śmierci.

Pierwsze ofiary ospy we Wrocławiu

Pacjentem zerowym był wrocławianin, który 22 maja 1963 r. wrócił z Indii. Był to oficer, podpułkownik Bonifacy Jedynak. Przeprowadzał tam inspekcje placówek, choć w dokumentacji medycznej miał nieprawdziwe informacje. Po powrocie do Wrocławia zachorował na nieznaną chorobę zakaźną. Do 2 czerwca ponownie znalazł się w szpitalu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Po konsultacji z Instytutem Chorób Tropikalnych w Gdańsku u Bonifacego zdiagnozowano malarię. Po krótkiej kuracji oficer wyzdrowiał. Niestety, oprócz wirusa malarii, w jego krwi znajdował się również wirus ospy, którego nie udało się zidentyfikować. Mężczyzna zaraził nim swoją sanitariuszkę. Kobieta stała się wtórnym źródłem epidemii.

Zanim Janina Powińska poczuła pierwsze objawy choroby, zaraziła swoją córkę Lonię Kowalczyk, która była pielęgniarką. Sanitariuszka miała łatwiejszy przebieg choroby. Jej choroba została zdiagnozowana jako ospa wietrzna, z której szybko wyzdrowiała.

Niestety, Lonia nie miała tyle szczęścia. Młoda, 27-letnia pielęgniarka już była zarażona, gdy poszła pomóc krewnej w organizacji wesela. Na uroczystości było stu gości. W tym czasie Lonia nie odczuwała żadnych objawów. Jednak 3 lipca, podczas uczestnictwa w kursie, zemdlała. W szpitalu choroba szybko postępowała. Miała wysypki na całym ciele, nawet w ustach i oczach. Następnie doszło do zapalenia płuc, krwawienia wewnętrznego i innych powikłań.

Po dwóch badaniach u dziewczyny zdiagnozowano alergię na antybiotyk i białaczkę zamiast choroby zakaźnej. Niestety, po pięciu dniach walki Lonia zmarła. I choć zgodnie z przepisami dziewczyna miała zostać pochowana w ciągu 24 godzin, stało się to kilka dni później.

Kolejnymi ofiarami byli syn sanitariuszki Janiny i lekarz, który postawił diagnozę. U mężczyzn zdiagnozowano ospę wietrzną. Niestety, oni również zmarli bardzo szybko. Pomimo trzech zgonów w krótkim czasie, lekarze nie uznali za konieczne zrewidowanie swoich diagnoz.

Epidemia we Wrocławiu

Wszystko zmieniło się, gdy 4-letni chłopiec trafił do szpitala z objawami ospy wietrznej. Lekarze zdiagnozowaliby u niego ospę wietrzną, gdyby nie dowiedzieli się, że miał ją już wcześniej.

Pierwszą osobą, która połączyła wszystkie objawy i ustaliła, że to ospa, był doktor Bogumił Arendzikowski z miejscowej stacji sanitarno-epidemiologicznej. Stało się to w Czarny Poniedziałek, 15 lipca 1963 roku. To właśnie wtedy we Wrocławiu ogłoszono stan zagrożenia epidemicznego. Od dnia pierwszego zachorowania na ospę do ogłoszenia stanu epidemii minęło 47 dni.

Doktor Bogumił był zaniepokojony faktem, że chłopiec ponownie trafił do szpitala z ospą wietrzną. Osoba, która raz zachoruje na taką chorobę, uodparnia się na nią na całe życie. Przypadek ten był punktem zwrotnym, zanim we Wrocławiu ogłoszono epidemię ospy wietrznej.

Arendzikowski skontaktował się z szefem sanepidu Jerzym Rodziewiczem. Ten natychmiast przekazał diagnozę do Warszawy. 15 lipca do Wrocławia dotarło pierwsze 10 tysięcy szczepionek. Dwa dni później miasto ogłosiło stan epidemii.

Życie w zakażonym Wrocławiu

Po przybyciu szczepionki podjęto działania mające na celu utworzenie ośrodków izolacyjnych i szpitali dla chorych na ospę. Łącznie odizolowano 1462 osoby z podejrzeniem zakażenia. Władze poinformowały mieszkańców miasta o pięciu przypadkach choroby. Starały się również skupić bardziej na szczepieniach, a mniej na opisywaniu podobnych przypadków, aby nie szerzyć niepotrzebnej paniki.

Władze obawiały się, że mieszkańcy miasta będą stawiać opór, więc jeśli odmawiali poddania się szczepieniom, mogli trafić do więzienia na trzy miesiące. Mieszkańcy byli jednak świadomi i dobrowolnie zgłaszali się na szczepienia. Frekwencja wyniosła prawie 100%. Szczepionka była importowana z ZSRR, ponieważ w Polsce jej brakowało. Niestety, nie obyło się też bez dezinformacji. Ludzie w Breslau byli dość spięci i przestraszeni. Letnie upały również nie pomagały ogólnej sytuacji.

22 lipca odbywało się tradycyjne Święto Odrodzenia Polski. Nikt nie zamierzał odwoływać tego wydarzenia, a w mieście przeprowadzono szereg działań antyepidemicznych. Klamki były owijane bandażami z chloraminą. To samo zrobiono z okienkami biletowymi na dworcach i lotnisku. Ręce również były dezynfekowane tym roztworem. W całym mieście pojawiły się ogłoszenia informujące, że ludzie powinni witać się i żegnać bez podawania sobie rąk.

Wrocław został otoczony granicą sanitarną. Przy wyjeździe z miasta policja sprawdzała dowody osobiste i szczepienia. To samo działo się na kolei. Każdy, kto nie był zaszczepiony, musiał zapłacić grzywnę w wysokości 4500 zł lub trafiał do więzienia na trzy miesiące. 

Za odmowę poddania się leczeniu lub izolacji groziło do 15 lat więzienia. W ten sposób ukarano czterdziestu obywateli, a sześciu skazano na karę więzienia. Władze odwiedzały skazanych również w nocy, aby uniemożliwić im ucieczkę z miasta.

Pomimo wszystkich powyższych działań, mieszkańcy miasta nie byli mile widziani w nadmorskich kurortach. Niektórym odmawiano nawet rezerwacji hotelowych. Tak było w przypadku miejscowego lekarza, który pracował w ośrodku izolacyjnym i chciał wyjechać na wakacje do Bułgarii.

Za kwarantannę odpowiadało pięć osób, na czele z Wandą Kocelską. Po wykryciu przypadku wszystkie osoby, z którymi kontaktował się pacjent, były identyfikowane na podstawie wywiadów. „Pierwszy uścisk dłoni” był natychmiast izolowany, a drugi był wysyłany na pięciodniową kwarantannę.

Surowe ograniczenia nałożono na 989 osób przebywających w lokalnych ośrodkach zatrzymań. Mieszkańcom miast było zabronione gromadzenie się w dużych grupach. To samo dotyczyło personelu medycznego. Sprzątanie, pranie, codzienna rutyna, utrzymanie gospodarstwa domowego – wszystko miało jasne i ścisłe zasady. Ubrania były dezynfekowane przed praniem. 

Pacjenci okresowo skarżyli się na jakość życia w izolatkach, wyżywienie, brak papierosów i możliwości słuchania muzyki. Personel borykał się również z problemem spożywania alkoholu, pomimo kontroli paczek. Dla najbardziej uporczywych przestępców została wydzielona specjalna izba wytrzeźwień przy ulicy Sokolnickiej.

WHO przewidywała nawet do 2000 ofiar i epidemię trwającą do 2 lat. Jednak wszystkie środki sanitarne wystarczyły, aby epidemia ustąpiła w ciągu dwóch miesięcy. 19 września był ostatnim dniem kwarantanny dla zarażonych obywateli. W ciągu dwóch miesięcy zachorowało 99 osób, z których siedem niestety zmarło. Wśród nich było czterech pracowników służby zdrowia. 

Dzięki dobrej kampanii szczepień i środkom zapobiegawczym udało się ograniczyć skutki późnego rozpoznania ospy.

....... . Copyright © Partial use of materials is allowed in the presence of a hyperlink to us.