9 lutego 2026

Mieczysław Wolfke i jego lampa

Related

Sensory dla robotów: wkład Wrocławia w przyszłość maszyn z instynktem

Wyobraź sobie robota, który nachyla się, by podnieść szklankę...

Samonaprawialny beton – wynalazek, który przedłuża życie budynków

Beton pęka. To normalne – starzeje się, wchłania wilgoć,...

Neurobiolog Paweł Tabakow: jak jeden lekarz z Wrocławia ruszył medycynę z martwego punktu

Wyobraź sobie, że słyszysz: „To beznadziejna sprawa. Ten człowiek...

Światłowody z Wrocławia: jak miasto stało się centrum rozwoju technologii optycznych

Światłowody to jedna z kluczowych specjalizacji technologicznych Wrocławia, o...

Share

Skąd biorą się innowatorzy? Czasem – z centrum postępu technologicznego, a czasem – z niewielkiego miasteczka w Polsce. Mieczysław Wolfke był nie tylko genialnym fizykiem, ale i człowiekiem, który myślał przyszłościowo: jego hipoteza o «objętościowym widzeniu obrazów» przewidziała holografię, a we Wrocławiu stworzył lampę, która wyszła daleko poza granice laboratorium. I choć jego nazwisko znane jest tylko wąskiemu gronu naukowców, historia Wolfkego to opowieść o odwadze widzenia tego, czego inni jeszcze nie są w stanie sobie wyobrazić. Strona iwroclaw.com opowie Państwu o tym najważniejsze szczegóły.

Chłopak, który zajrzał w przyszłość

Mieczysław Wolfke urodził się w 1883 roku w polskim miasteczku Łask koło Łodzi. Był to ten sam przypadek, gdy dziecko jest mądre ponad wiek – już w młodości interesowało go wszystko, co miga, świeci i przekazuje obraz na odległość. W wieku 17 lat Mieczysław opatentował urządzenie o nazwie «telektroskop». Nazwa brzmi nieco steampunkowo, ale idea była dość poważna – przekazywanie obrazu na odległość za pomocą fal elektromagnetycznych. Czyli, jeśli bez romantyzmu, to pierwowzór telewizora… Na przełomie XIX i XX wieku!

Po studiach w Warszawie i Paryżu nasz bohater znalazł się we Wrocławiu (wówczas – Breslau), gdzie ostatecznie zanurzył się w świat optyki. Tam obronił doktorat pod kierunkiem znanego eksperymentatora Ottona Lummera. Fizyka nie była dla niego abstrakcją – chciał, żeby działała, i osiągał to.

W 1920 roku Wolfke wysunął teorię «przestrzennego widzenia obrazów» – w istocie, pierwszą koncepcję holografii. Technologii jeszcze nie wystarczało, by ją zrealizować, ale sama idea już była. Pół wieku później, odbierając Nagrodę Nobla, węgierski inżynier Dennis Gabor wspomniał, że podobna idea pojawiła się u pewnego polskiego naukowca jeszcze w latach 20. To właśnie był Wolfke.

Jak to często bywa, naukowiec zbyt wyprzedził swój czas. I dlatego w podręcznikach nie znalazło się dla niego zbyt wiele miejsca.

Lampa Wolfkego: światło z laboratorium naukowego

Słowo „lampa” brzmi dziś niemal jak „kaganek”, poetycko i archaicznie, ale w kontekście Mieczysława Wolfkego to innowacyjny wynalazek. W 1909 roku, pracując we Wrocławiu, wraz z kolegą Karlem Ritzmannem opatentował lampę kadmowo-rtęciową. Brzmi specyficznie? Tak jest. Ale sedno w tym, że ta lampa dawała stabilne, mocne światło w wąskim spektrum – właśnie to, czego brakowało ówczesnym naukowcom do badań w spektroskopii.

Światło tej lampy było zbyt «mądre», by po prostu oświetlać pomieszczenie. Wykorzystywano je do analizy materiałów, badania struktury atomowej, a z czasem – i w innych przyrządach, w których ważna była precyzja. Wolfke, można powiedzieć, stworzył narzędzie, przydatne dla różnych dziedzin nauki.

Wolfke pracował także z wyładowaniami gazowymi, źródłami promieniowania ultrafioletowego i w ogóle lubił wszystko, co emituje coś niewidzialnego. Być może dlatego zajął się hologramami, gdzie również trzeba było «widzieć» to, czego jeszcze nie ma.

Wrocławianom będzie miło dowiedzieć się, że lampa Wolfkego narodziła się właśnie we Wrocławiu, ponieważ tutaj znalazł i mentorów, i możliwość doprowadzenia swoich eksperymentów do realnego rezultatu.

Wrocław – miasto intelektualnego przełomu

Na początku XX wieku Wrocław (wtedy jeszcze Breslau) był miejscem, gdzie nauki ścisłe były bardzo popularne – mieszkańcy dosłownie nimi żyli. Nic dziwnego, że właśnie tutaj po studiach w Paryżu przyjechał Mieczysław Wolfke, by pracować pod kierunkiem jednego z najbardziej autorytatywnych fizyków tamtego czasu – Ottona Lummera. To był właściwy wybór: laboratorium Lummera słynęło z precyzyjnych eksperymentów w dziedzinie optyki. I właśnie tam Wolfke mógł po raz pierwszy «skosztować» prawdziwej nauki.

W 1910 roku obronił doktorat, gdzie analizował odtwarzanie siatek z granicami optycznymi. Brzmi to jak techniczne gąszcze, ale sedno jest takie, że było to fundamentem dla dalszych badań w holografii i spektroskopii. Wrocław stał się dla Mieczysława intelektualnym poligonem, gdzie jego idee po raz pierwszy znalazły wsparcie i bazę techniczną.

Tutaj zaczął realizować pierwsze projekty – te same lampy, eksperymenty z promieniowaniem, doświadczenia z przyrządami optycznymi. Uniwersytet w Breslau zapewniał mu dostęp do nowoczesnych laboratoriów i jednocześnie – swobodę myśli, która była nie taką znów powszechną w ówczesnej Europie.

I choć po I wojnie światowej Wolfke powrócił do Polski, to właśnie Breslau, wówczas jeszcze niemiecki, pozostał dla niego tym punktem, od którego rozpoczął się jego prawdziwy przełom.

Niezauważony ojciec hologramu

W 1920 roku Mieczysław Wolfke opublikował artykuł, który przeszedł niemal niezauważony. Mowa w nim była o koncepcji «przestrzennego widzenia obrazów» – sposobu przechowywania i odtwarzania obrazu przestrzennego. To było coś niezwykłego! Innowator nie miał jeszcze w arsenale słowa «hologram», nie było też technicznej możliwości realizacji tego w praktyce. Ale teoretycznie wszystko już leżało na papierze.

Pół wieku później ideę podchwycił Dennis Gabor, który w 1971 roku otrzymał Nagrodę Nobla za metodę holografii. W przemówieniu Gabor wspominał, że podobna idea pojawiła się u Wolfkego jeszcze w latach 20. Oznacza to, że on faktycznie pracował w gatunku science fiction, która później stała się rzeczywistością.

Dlaczego więc Mieczysław nie został laureatem Nobla? Ponieważ jego idea pojawiła się za wcześnie. W latach 20. nie było jeszcze laserów, materiałów fotograficznych o wystarczającej czułości, ani nawet praktycznej potrzeby takich technologii. Wolfke pracował na poziomie koncepcji i znowu wyprzedził epokę o pół wieku.

Jego artykułów nie tłumaczono, patenty nie dotarły do szerokiego grona inżynierów, a nazwisko zniknęło z pola widzenia. Ale idee pozostały.

Ciekawe fakty i nieznane historie

Gdyby Wolfke żył dziś – na pewno byłby stałym bohaterem na Reddicie czy w TikTok’u. Chociażby ze względu na swój intelektualny rozwój. Mógł czytać wykłady w czterech językach, konstruować sprzęt do doświadczeń, spierać się z urzędnikami i marzyć o nauce w świecie bez politycznych ograniczeń. I to wszystko – w ciągu jednego dnia.

Podczas II wojny światowej Wolfke nie przerwał badań, a dodatkowo próbował stworzyć w Polsce instytut niskich temperatur. Jak pisze Politechnika Warszawska, w latach 40. opracował metodę otrzymywania stałego helu i prowadził pionierskie badania w dziedzinie kriofizyki – pomimo braku sprzętu i presji politycznej. Równolegle pan Mieczysław wykładał, korespondował z europejskimi naukowcami i, jak wspominają współcześni, nie tolerował bezsensownych zasad.

Polski innowator, częściowo związany z Wrocławiem, miał ambicje budowniczego systemu naukowego. To właśnie Wolfke zaproponował utworzenie wyspecjalizowanego centrum naukowego do badania ekstremalnie niskich temperatur. Była to idea, którą zrealizowano już po jego śmierci, tworząc Instytut Niskich Temperatur i Badań Strukturalnych Polskiej Akademii Nauk we Wrocławiu.

Wolfke zmarł w 1947 roku w Zurychu. Cicho, bez rozgłosu w kręgach naukowych. A już po kilku latach jego idee zaczęli wcielać inni – ze światowym rezonansem. I dopiero wtedy w archiwach ponownie pojawiło się nazwisko, które przewidziało hologramy i lampy przyszłości, zanim stało się to powszechne.

Na zakończenie

Historie takie jak ta są przypomnieniem: nie wszyscy wynalazcy muszą stać się bohaterami podręczników. Ktoś po prostu kocha fizykę, nie boi się ryzykować i pracuje na przyszłość. A tego jeszcze nikt nie docenia. Naukowiec-innowator był bardzo uparty, nawet gdy nie wszystko się udawało.

Swoją drogą, Wrocław zna wielu ludzi o podobnym charakterze: i w sztuce, i w nauce, i w kinie. Na przykład Olaf Lubaszenko – kolejny jaskrawy przykład, jak miasto napędza silne osobowości. Bo innowatorzy, nawet gdy pozostają w cieniu, nigdzie nie znikają. Czasem trzeba po prostu oświetlić ich historię – choćby lampą Wolfkego.

....... . Copyright © Partial use of materials is allowed in the presence of a hyperlink to us.