Wrocławski Szpital Uniwersytecki to gigantyczny, wieloprofilowy kompleks, w którym łączą się najnowsze technologie, specjalistyczne centra i baza edukacyjna dla medyków. Tutaj leczą, szkolą, operują przy pomocy robotów i budują nowe gmachy za setki milionów złotych. W tym artykule na iwroclaw.com – o tym, jak wygląda ta medyczna „maszyna” od środka: co budzi podziw, co wywołuje pytania i dlaczego doświadczenie wrocławskiej kliniki, poza Polakami, może być interesujące także dla Ukraińców.
Jeden z największych szpitali w Polsce
Wyobraź sobie mini-miasteczko, gdzie zamiast kawiarni są laboratoria, a zamiast biur – dziesiątki oddziałów medycznych. To właśnie Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu, położony na południowym wschodzie miasta, przy ulicy Borowskiej. Rozmiarem z łatwością przewyższa wiele szpitali rejonowych w Europie: ponad 60 pododdziałów, setki gabinetów, dziesiątki tysięcy pacjentów rocznie. Aby przejść przez cały teren szpitala, trzeba się trochę nachodzić – powierzchnia zajmowana przez gmachy obejmuje kilka kwartałów.

USK (tak Polacy skracają jego nazwę) działa w połączeniu z Uniwersytetem Medycznym we Wrocławiu. Oznacza to, że tutaj uczą się przyszli lekarze, odbywają praktyki, obserwują i uczą się z pierwszej ręki. W szpitalu stworzono wszelkie warunki, aby młodzi specjaliści brali udział w codziennej rutynie lekarskiej.
Co jeszcze ważne – ten szpital nie ogranicza się do skomplikowanych przypadków. Tutaj leczą zapalenie żołądka i raka, podają kroplówki i wszywają zastawki na bijącym sercu. I chociaż skala robi wrażenie, wszystko to działa jak jeden mechanizm (cóż, prawie zawsze). Oczywiście, gdy klinika jest tak duża, pojawia się inne pytanie – na ile jest to wygodne dla samych pacjentów? Ale o tym trochę później.
Innowacje, które zmieniają medycynę
Podczas gdy jedni lekarze ścigają się z czasem i kolejkami, inni – opanowują systemy chirurgiczne takie jak da Vinci. W Wrocławskim Centrum Klinicznym ten robot to już nie egzotyka, a codzienna rzeczywistość. Skomplikowane operacje onkologiczne, które wcześniej wymagały kilku dni na OIOM-ie, teraz wykonują z precyzją mechanizmu zegarowego – z mniejszą utratą krwi i krótszym okresem rekonwalescencji. Wśród wiodących zabiegów są interwencje na trzustce i jelicie grubym. Brzmi jak fantastyka, ale pacjent po resekcji trzustki może wstać już następnego dnia.

Sam robot – oczywiście, nie jest samodzielnym geniuszem. To narzędzie, którym kieruje doświadczony chirurg. Ale precyzja ruchów, skalowanie, brak drżenia – to wszystko daje przewagi, których nie odtworzysz ręcznie. Z takimi technologiami w rękach lekarza nawet skomplikowana operacja przestaje być loterią.
Jeszcze jedno know-how centrum – implantacja zastawki mitralnej bez otwierania klatki piersiowej. Pierwsza taka procedura w Polsce odbyła się właśnie tutaj. Działa to tak: specjaliści wprowadzają zastawkę przez naczynie krwionośne, pod kontrolą aparatury, instalując ją bezpośrednio na sercu, nie zatrzymując jego pracy.
Dla wielu pacjentów – zwłaszcza starszych lub tych z chorobami współistniejącymi, to jedyna szansa na leczenie bez poważnego ryzyka. Procedura trwa zaledwie kilka godzin, a potem, zamiast kilku tygodni na sali, jak było wcześniej, wystarczy spędzić tylko kilka dni pod obserwacją.
Nowe pododdziały: jak wygląda przyszłość szpitali

Szpital na Borowskiej nie stoi w miejscu. Ciągle coś dobudowują, reorganizują lub wznoszą od zera. W 2024 roku od razu dwa duże projekty stały się częścią strategii odnowy. Jeden – skierowany na dorosłych pacjentów z chorobami przewlekłymi, drugi – na dzieci, które potrzebują specjalistycznej opieki medycznej. I w obu przypadkach lekarze, architekci i urzędnicy próbują wyobrazić sobie, jak powinien wyglądać nowoczesny szpital.
Instytut Chorób Wewnętrznych: osiem specjalizacji pod jednym dachem
Od lipca 2024 roku w ramach centrum klinicznego oficjalnie zaczął działać nowy pododdział – Instytut Chorób Wewnętrznych. Nazwa brzmi nieco akademicko, za to istota jest dość praktyczna: w ramach jednego klastra połączono od razu osiem kierunków, w tym endokrynologię, reumatologię, geriatrię, nefrologię, gastroenterologię i inne. Wszystko to – na terenie jednej kliniki ze swoją logistyką, wspólnym personelem i koordynacją między oddziałami.
Lekarze mówią: pacjenci, którzy mają od razu kilka diagnoz (a takich jest większość), otrzymują pełnowartościowe prowadzenie bez potrzeby biegania z piętra na piętro w poszukiwaniu „wąskiego specjalisty”. Około 230 łóżek rozdzielono tak, aby każdy kierunek miał wystarczająco miejsca – i, co ważne, pracował nie izolacyjnie, a w powiązaniu z innymi.
Dla samej kliniki to jeszcze i krok w stronę efektywniejszego wykorzystania zasobów. Mniej dublowania, bardziej klarowna struktura, szybsza diagnostyka. Jak to będzie działać w praktyce – pokaże czas. Ale zamiar, bez wątpienia, jest ambitny.
Centrum Pediatryczne za 223 miliony: troska o najmłodszych
Jeszcze jeden duży projekt – nowe centrum pediatryczne, którego budowa wystartowała w styczniu 2025 roku. Suma inwestycji – ponad 223 miliony złotych, z czego większość pójdzie na prace budowlano-montażowe. Oczekuje się, że będzie to nowoczesny, wielofunkcyjny teren, gdzie zostaną zjednoczone wszystkie służby dziecięce szpitala – oddziały stacjonarne, diagnostyka, gabinety konsultacyjne.
Po co to wszystko? Z jednej strony – wygoda i logistyka. Z drugiej – stworzenie środowiska, gdzie leczenie dziecka nie przypomina serialu „Ostry Dyżur” z lat 90. To znaczy: bez chaosu, bez niepotrzebnego stresu, z warunkami dostosowanymi do najmłodszych pacjentów. W Polsce rzeczywiście zaczęto poświęcać więcej uwagi medycynie dziecięcej – i to centrum, oczywiście, stanie się jedną z flagowych placówek w kraju.
Jak uczą w centrum uniwersyteckim
Pomimo swojej medycznej „wielkiej wagi”, Wrocławski Szpital Kliniczny pozostaje przede wszystkim placem szkoleniowym. To prawdziwy poligon edukacyjny dla studentów Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Tych samych, którzy potem przeprowadzają diagnostykę, asystują przy operacjach, a następnie sami ratują życie.
Nauka tutaj nie sprowadza się do samych tylko wykładów w sali (choć i bez nich ani rusz). Studenci codziennie zanurzają się w realną praktykę! Pokazują im, jak wygląda prawdziwy dzień lekarza – ze skomplikowanymi diagnozami, siłami wyższymi, pacjentami, którzy nie zawsze czytają instrukcje.
Ponadto USK bierze udział w licznych projektach badawczych. Część kliniki – to laboratoria, gdzie testują nowe metody diagnostyki, opracowują schematy leczenia, a czasami i wprowadzają protokoły eksperymentalne pod nadzorem komitetów etycznych.
Taka kombinacja teorii, praktyki i nauki tworzy dość żywą atmosferę do nauki. I nawet jeśli student najpierw myli cewnik z termometrem, we Wrocławiu ma szansę nauczyć się wszystko rozróżniać.
Niejednoznaczne doświadczenie pacjentów: zaawansowane technologie i długie kolejki

Z jednej strony – operacje zrobotyzowane, unikalne procedury na sercu, nowiutkie gmachy z nawigacją, przypominającą lotnisko. Z drugiej – opinie pacjentów, którzy miesiącami czekają na konsultację lub dostają się do lekarza po wielu próbach dodzwonienia się.
W polskich realiach medycznych to, niestety, nie dziwi. Nawet najbardziej technologiczny szpital nie jest ubezpieczony od braku personelu, przeciążonych rejestracji i ograniczonej liczby miejsc w grafiku. Na pojedyncze badania – na przykład endoskopię – we Wrocławskim centrum kolejka może rozciągnąć się na kilka miesięcy. A pacjenci, którzy zwracają się z skierowaniem od lekarza rodzinnego, czasami słyszą, że miejsc w ogóle nie ma.
Oczywiście, to powszechne zjawisko – takie same problemy odnotowują i w innych polskich szpitalach. Ale kontrast między zaawansowanymi możliwościami szpitala a codziennymi trudnościami w dostępie do tych możliwości czasami wygląda, delikatnie mówiąc, dziwnie. Masz tutaj i chirurgię przyszłości i telefon, który jest zajęty pół dnia.
Ale nawet pomimo to, centrum kliniczne we Wrocławiu pozostaje miejscem, dokąd jadą pacjenci z całej Polski. I cokolwiek by nie mówili kanapowi krytycy w stylu dziennikarzy naszego wydania, jakość obsługi tutaj utrzymuje się na wysokim poziomie – znacznie wyższym, niż jakość powietrza w mieście.